sobota, 1 grudnia 2012

Bestie z południowych krain (2012)


info:
Tytuł oryginalny: Beasts of the Southern Wild
Reżyseria: Benh Zeitlin
Scenariusz: Lucy Alibar, Benh Zeitlin
Muzyka: Benh Zeitlin, Dan Romer
Zdjęcia: Ben Richardson
Produkcja: USA
Polska premiera: 12 października 2012

Lubię bawić się w skojarzenia, wszyscy zwykle jakieś mają, więc może być to niezły punkt wyjścia. Często błędny, ale ciężko się tych skojarzeń pozbyć. No i pierwsze co przychodzi mi na myśl w odniesieniu do recenzowanego filmu to inny film, pod tytułem Gdzie mieszkają dzikie stwory (2009). Obraz o magicznej mocy dziecięcej wyobraźni, bajkowy, ale nie w disneyowskim rozumieniu. Moje skojarzenia są dość prostolinijne - tu dziecko, tam dziecko, tu jakieś stwory, tam również, no czujecie te oczywiste analogie, nawet w warstwie tytułowej. Jeśli zaś o różnice chodzi, no cóż - "Bestie z południowych krain" są filmem, po prostu, dużo lepszym. Głównie dlatego, że opowiadają "o czymś", a także wykraczają "poza".


Dajmy spokój wszelkim porównaniom. O czym więc jest ten film? W warstwie dosłownej - o patologicznej rodzinie żyjącej na zalewowym terenie Luizjany i żyjącej tam mimo wszystko. Ojciec samotnie wychowujący córeczkę o uroczymi imieniu Hushpuppy, mimo usilnych starań nie zawsze radzi sobie w kryzysowych sytuacjach. O czym jeszcze? O wielkiej sile drzemiącej w dziecięcym umyśle. O ludzkiej tragedii. O przywiązaniu do miejsca. O oswajaniu śmierci. Mówić dalej?


Połącz magiczny realizm z kinem katastroficznym, dodaj trochę komediodramatu i umieść w odpowiednim kontekście społecznym na 1,5 godziny. Spodziewasz się zakalca? Nic z tego. Nie dość, że Benh'owi Zeitlin'owi wyszło świetnie to jeszcze w całkiem świeży sposób. Film przedziwny! Słodko-gorzki, ale ostatecznie o bardzo pozytywnym wydźwięku. I chociaż to nie jest kino łatwe, nie jest to też kino dramatyzujące. A mogło przecież być smutno, nawet tragicznie. Tymczasem film pełen jest specyficznego humoru - wydźwięk każdej przesadnie smutnej sceny, równoważy kolejna, pokrzepiająca.


Bestie z południowych krain porusza tematy trudne. Ważna w tym filmie jest kwestia przynależności do miejsca, związek z nim i prawo wyboru. Jednak jeszcze istotniejsze jest oswajanie śmieci. Hushpuppy, mimo młodego wieku musi stawić czoła przeciwnościom losu, jak dorosła. Zmuszona jest przetrwać i walczyć o swoje. Jest dziewczynką o niesamowitej sile i twardym jak skała charakterze. Duża w tym zasługa ojca, którego wychowanie jest surowe, jednak pełne realnej troski. Jest ono, w sposób oczywisty, rodzajem przygotowania dziecka na okrucieństwa świata. Ciężko chory ojciec przewiduje swoje rychłe odejście i usiłuje nauczyć córkę dbania o siebie. Hushpuppy początkowo zdaje się nie rozumieć zachowania ojca, jednak z czasem mądrość, którą dziewczynka nosi w sobie, emanuje również na innych. Jej siła dodaje otuchy.


Istotna w tym filmie jest Natura, mająca tutaj dwoisty charakter. Z jednej strony jest zagrożeniem, niesie śmierć. Dla podkreślenia takiego rozumienia, w filmie użyto środków wielce realistycznych, żeby nie powiedzieć naturalistycznych. Z drugiej zaś strony, to właśnie z Natury bierze się wszelkie życie. Kształtuje nas, wyznacza rytm życia i choć jest zagrożeniem, nie możemy bez niej funkcjonować. Każdy element wszechświata ma swoje miejsce i składa się na perfekcyjnie działającą całość - to słowa, które wyjątkowo często powtarza Hushpuppy.


Niesamowita wrażliwość cechuje reżysera, który jest również kompozytorem ścieżki dźwiękowej. Cudowne ujęcia wkomponowane są w rytm muzyki, która tętni życiem Bathtub. A pośród tego - zadziorna, niesamowicie silna i piekielnie inteligentna mała istotka, która uczy nas, że za pomocą wyobraźni możemy stawić czoła wszystkim przeciwnościom. I to właśnie jej opowieść jest ocaleniem. Niech świat dowie się, że w Bathtub mieszkała kiedyś mała Hushpuppy.



2 komentarze: